Rozpoczęły się wakacje, wiele osób do tego czasu intensywnie pracuje nad osiągnięciem idealnej formy na lato. Punktem odcięcia najczęściej jest wyczekany wyjazd wakacyjny, nierzadko w wersji all inclusive. I później bywa tylko gorzej. Z początku intensywne treningi, restrykcyjna dieta (walka z pokusami, ujemny bilans energetyczny, często dieta niedoborowa itp.) organizm reaguje różnie, aczkolwiek po pewnym czasie siłą rzeczy sięgnie do rezerw i następuje wymarzony spadek wagi. Jest też inny scenariusz, częściej stosowany w przypadku osób wysportowanych, większy nacisk na treningi, dieta raczej zdrowa aczkolwiek nadal bardzo restrykcyjna. Zarówno w pierwszym i drugim przypadku intensywniejsze treningi, lub w ogóle podjęcie aktywności fizycznej przez osoby nieaktywne oraz jadłospis powodujący walkę z pokusami, ograniczanie ilości, jakości lub po prostu podaży w ogóle pewnych składników i pokarmów skutkuje ogromnym wyczerpaniem mentalnym spowodowanym walką o nienaganną sylwetkę. Zmęczenie jest na takim poziomie, że realnie urlop traktowany jest jak wakacje od tego całego obciążenia, czyli zero zakazów, nakazów, ograniczeń, hulaj dusza piekła nie ma jak to mówią. W praktyce może się okazać, że jednak jest. Jeśli tygodniowy wyjazd potraktowany zostanie na pełnym luzie, oczywiście nie wpłynie to na estetykę ciała, która była wypracowywana miesiącami. Taki swobodniejszy tydzień diety może wręcz być zbawienny, jeśli po tym czasie wrócimy na poprzednie tory ( najlepiej w sposób racjonalny i zdrowy, a nie ponownie restrykcyjny i wyczerpujący), może jednak pogorszyć się samopoczucie związane z wyrzutami sumienia, poczuciem zaprzepaszczenia osiągniętych efektów ( co oczywiście w tydzień się nie stanie!) itp... Jednak w tej kwestii bardzo dużo zależy od indywidualnego nastawienia. Wracając do wstępu, niestety taki wyjazd jest początkiem końca wakacyjnej formy. Po kilkudniowym spożywczym szaleństwie nie ma umiaru. Urlop się kończy, aczkolwiek okres wakacyjny nadal jest pokusą do folgowania, spada motywacja, w zapomnienie idą cele ( bo jakby przecież zostały osiągnięte) więc dieta all inclusive bywa kontynuowana do końca lata... Mechanizm tych konsekwencji przytaczany był kilkukrotnie, a najpowszechniejsze to zablokowanie metabolizmu, efekt jojo, a także zaburzenia odżywiania, napady obżarstwa itp. Co zrobić, jak uniknąć podobnej sytuacji ? Oczywiście zawsze jest wybór. Po pierwsze na stałe zmienić nawyki żywieniowe, a nad idealna sylwetką pracować całe życie jednocześnie dbając o zdrowie organizmu, wówczas taki wyjazd nie będzie ani niczym zakazanym ani wymarzonym, a dieta w jego trakcie nie będzie się wybitnie różnic, podobnie aktywność fizyczna, więc po powrocie bardzo płynnie nastąpi powrót regularnego odżywiania, który to właśnie organizm potraktuje jako coś na co czekał.

Drugie rozwiązanie to zachowanie umiaru w wakacje i na wyjazdach urlopowych, także tych w wersji all inclusive. W tej sytuacji nawet jeśli wczasy były poprzedzone ciężką walką o sylwetkę, zachowanie zdrowego rozsądku i umiaru w korzystaniu z szerszej diety nie spowoduje spadku motywacji, obniżenia nastroju czy w znaczącym stopniu zwiększenia wagi, w związku z czym utrzymany zostanie stan sprzed wyjazdu.

Kolejna sytuacja w której kluczem jest umiar, a także trwałe zmiany nawyków żywieniowych. Nie osiągnie się super zdrowia i pięknej sylwetki w tydzień, również w tydzień nie zaprzepaści się miesięcy czy lat swoich starań, dlatego nawet wakacje all inclusive rozpatruje się w szerszym kontekście, co było przed nimi i po nich - nawet jeśli to były wakacje od diety, nie muszą niczego przekreślać. Przeanalizuj w którym miejscu tego wpisu odnajdujesz się i pomyśl co możesz zrobić, aby nie „odbijało” Ci się później wymarzonymi wakacjami.