Teoretycznie lato to czas kiedy dostępność wielu produktów sezonowych, mniejszy apetyt związany z upałami, czy motywacja dbania o kompozycję sylwetki dla lepszego komfortu noszenia letnich ubrań czy prezentowania się na wakacyjnych plażach powinny efektywnie pomagać w walce o prawidłowe nawyki żywieniowe. Jak zatem wygląda nasza dieta latem w praktyce? W tym okresie popełniamy kilka błędów, które są zauważalne przede wszystkim z szerszej perspektywy czasu (wiosna/lato, lato/jesień-zima). Czy przypadkiem nie dotyczą i Ciebie?

Bardzo wiele osób mniej więcej od postanowień noworocznych zaczyna walkę o swoją formę na lato, zmotywowani z nowym rokiem rozpoczynają treningi, dietę, trzymają się przez kilka miesięcy, najczęściej tygodni restrykcyjnych ograniczeń w walce o lepszą sylwetkę. Osoby dobrze  zmotywowane i konsekwentne osiągają swój cel. Nadchodzi lato... I nagle (skoro cel został osiągnięty!) zaprzestają wcześniejszych działań. Robi się ciepło na dworze, treningi wg grafiku w zamkniętym budynku nie są w stanie już być kontynuowane. Dieta? Skoro już osiągnięto wymarzoną wagę, dziurkę w pasku od spodni, czy rozmiar, to jaka dieta? A wakacje gofry, lody, piwo, smażone, opcje all inclusive? Restrykcyjna dieta i intensywne treningi dla organizmu to duży stres. W momencie kiedy ograniczymy aktywność spadnie tempo metabolizmu, do tego dojdzie zmiana diety na wysokoenergetyczną i bogatą w składniki oraz połączenia składników odżywczych sprzyjające odkładaniu się tkanki tłuszczowej. Organizm chcąc zabezpieczyć się przed kolejnym okresem niedoboru pokarmu i intensywnego wysiłku zacznie z nawiązką kumulować tkankę tłuszczową, efekt wielotygodniowej pracy pójdzie na marne, a wręcz można się spodziewać powszechnego efektu jo-jo.

Kolejnym błędem żywieniowym często popełnianym w okresie letnim jest sytuacja jakby zupełnie odwrotna. Należysz do osób, które mówią „ ja zawszę tyję na jesień, za to latem zawszę chudnę, tak samoistnie”? To nie jest tak, że ty tak masz, twój organizm tak ma, jak wiele osób twierdzi. Z reguły taka zależność wynika z następującej sytuacji... Nadchodzą miesiące letnie, robi się gorąco. Apetyt maleje na rzecz większego uczucia pragnienia. Zmienia się dostępność różnych produktów. Kuchnię polską w tym okresie dominują sezonowe owoce i warzywa, dostarczające więcej wody i składników mineralnych niż energii, posiłki są bardziej lekkostrawne, mniej kaloryczne, zwiększa się udział pokarmów surowych i podaż błonnika. Do tego podczas gorących dni maleje łaknienie, zamiast po jedzenie częściej sięgamy po soki, koktajle, soczyste owoce, wodę itp. W tej sytuacji spadek wagi i chudnięcie są naturalne, szczególnie jeśli w tym okresie dodatkowo podejmujesz spontaniczną aktywność rekreacyjną na świeżym powietrzu (rower, spacer itp.). Waga leci sama, do czasu.... Przychodzą chłodniejsze dni, organizm wyczuwa zmianę pory roku, instynktownie zacznie zwiększać apetyt na produkty bardziej kaloryczne, tłuste, o wyższej gęstości odżywczej. Aktywność również spada, bo zimno, pada i wiele innych argumentów się tu znajdzie. Efekt jest taki, że organizm zaczyna odrabiać utracone niedawno kilogramy, niestety również często z nawiązką...

Przykładów błędów żywieniowych w okresie letnim jest ogrom, pragnę je tylko z szersza pogrupować i uświadomić. Dlatego ostatnim przykładem będzie sytuacja jakby będąca połączeniem powyższych. O ile w pierwszym wypadku są ogromne szanse na efekt jojo po okresie intensywnego dbania nad swoją formą, w drugim można przypuszczać efekt jojo po okresie letnim, o tyle ta sytuacja może powodować tycie (lub nie) w czasie teraźniejszym, aktualnym, a jeśli nie odbije się na wadze, jest po prostu sposobem żywienia rozregulowującym nasz organizm, obniżającym metabolizm, a także często obciążającym układ pokarmowy, a za tym wszystkim kryje się wiele następstw. Mamy tu do czynienia z połączeniem czynników pogodowych, jak również towarzyskich. Lato to okres sprzyjający imprezom plenerowym, spędzaniu czasu wieczorem z bliskimi przy grillu lub na kolacjach w restauracyjnych (kawiarnianych) ogródkach. W ciągu dnia gorąco, zabiegani, mało jadamy. Za to wieczorem, kiedy po ciężkim dniu możemy zasiąść do kolacji, do tego okoliczności sprzyjają celebrowaniu tej chwili, jest cudowna pogoda, ulubione towarzystwo, urokliwe miejsce, biesiadujemy przy pokarmach, nie rejestrując jak organizm uzupełnia braki energetyczne z całego dnia i jak dużo wtedy zjadamy. W takcie dnia, nie dostarczając energii metabolizm ulega obniżeniu, w związku z tym taka syta i najczęściej ciężkostrawna kolacja będzie ogromnym wyzwaniem do strawienia a i raczej pewne, że jakaś część energii z niej nie zostanie już spożytkowana o tej porze i odłoży się „na zapas”. Rano budzimy się, przejedzeni, ociężali i koło się toczy...

Któraś z sytuacji jest znajoma? Domyślasz, się jak temu zaradzić, jak nie wywracając całego systemu w którym latem żyjesz od lat uniknąć corocznych konsekwencji? To nie będzie super odkrycie, ale kilka drobnych wskazówek w następnym artykule powinno pomóc :)